English version
Al.Niepodległości 69
02-626 Warszawa
tel. +48 (22) 322 71 50
fax +48 (22) 322 76 56
5stars@5stars.com.pl
zaufali nam:
należymy do:

Podróżować lubi każdy...

lecz rzadko kiedy spotykamy kogoś, kto postawił stopę na wszystkich kontynentach. Istnieje tyle magicznych destynacji, że na podróż marzeń nie sposób wybrać tylko jedną z nich. Zanim więc podejmiemy decyzję słuchamy głosu serca lub portfela i wybieramy się w podróż palcem po mapie.

Jemen

Jemen nie cieszy się dobrą sławą. W tym właśnie kraju znajduje się miejscowość Al. Qaidah a nazwisko Laden jest popularne nie mniej niż u nas Wiśniewski. Półautomatyczny AK 47 zwany powszechnie Kałasznikowem można kupić za kilkadziesiąt dolarów. Wszelkiego rodzaju karabiny nabywa się jak w Europie nowe telefony komórkowe. Pozwolenia na broń udziela ojciec synowi. Ale dopiero, gdy ten ukończy dwanaście lat. Jechać do Jemenu, aby wejść do paszczy lwa i zobaczyć, co jest w środku? A dlaczego nie?

Szczęśliwa kraina

Arabia Felix czyli Arabia Szczęśliwa, (taką nazwę nadali Jemenowi starożytni Grecy a później Rzymianie) była naprawdę krainą opływającą w bogactwa. Przez Jemen wiodły wtedy szlaki handlowe z Indii i Afryki Środkowej. Kwitł handel kością słoniową, jedwabiem, przyprawami, złotem i niewolnikami. W Jemenie też wytwarzano produkty najważniejsze dla Rzymian. Niezbędne do codziennego użytku - mirrę, kadzidło i wonności. Żaden Rzymianin nie ośmielił się iść do świątyni bez ofiarowania kadzidła bogom. Bogów zaś w rzymskim panteonie były całe zastępy. Żaden pogrzeb nie mógł się odbyć bez mirry, która była niezbędnym składnikiem potrzebnym do balsamowania zwłok. Wonności były obowiązkowym prezentem przy narodzeniu dziecka. Zwyczaje Rzymian przenikały do ludów podbitych.

Rynek zbytu powiększał się stale. Dziesiątki tysięcy wielbłądów podzielonych na karawany wędrowało bez przerwy pomiędzy Arabią Felix a Rzymem przenosząc towary. Majątki kupców powiększały się. Państwo zarabiało na podatkach. Świetnie prosperowały miasta leżące na szlakach karawan. Pobierały opłaty za przejazd przez swoje tereny, udzielały karawanom schronienia i ochrony oraz zaopatrywały wędrowców w żywność i świeżą wodę. Produkty pochodzące z Półwyspu Arabskiego dzięki świetnej dystrybucji można było nabyć nie tylko w stolicy, ale również daleko poza jej granicami. Zapotrzebowanie wciąż rosło, handel zwiększał obroty. Na przestrzeni wieków przepływ towarów usprawniał się coraz bardziej. Tę doskonale funkcjonującą i samo napędzającą się machinę handlową zniszczył jeden człowiek. Nazywał się - Jezus Chrystus.

Jezus nauczał, że nie należy składać ofiar rzymskim bogom z jednego tylko powodu. Ponieważ bogowie ci nie istnieją. Twierdził, że istnieje tylko jeden Bóg Ojciec a on jest jego synem i posłannikiem. Na początku nowa wiara nie zyskała zbyt wielu wyznawców. Nauki Jezusa zasiały jednak w umysłach Rzymian zwątpienie lub przynajmniej zwróciły uwagę na to, co do tej pory było dogmatem i nie podlegało dyskusji. Przeciętny Rzymianin zaczął się zastanawiać: Co się stanie, jeżeli nie złożę dziś ofiary, nie zapalę kadzidła, czy bogowie mnie ukażą? Ponieważ nic się z tego powodu nie działo a w dodatku tak było taniej, ludzie przestawali nabywać produkty potrzebne do składania ofiar. Zapotrzebowanie spadło, handel przestał się opłacać. Karawany kursowały rzadziej i nie były już w stanie płacić wygórowanych podatków. Miasta na ich szlakach zaczęły upadać i wyludniały się. Zaczęto szukać nowych tras handlowych. Z czasem cała Arabia Felix popadła w zapomnienie. Nie na długo jednak.

Królestwo Saby i randki króla Salomona

Ale panowanie Rzymian w historii tych stron to czasy niemal nowożytne. Naprawdę dawne dzieje to okres królestwa Saby i króla Salomona. Ze starego testamentu wiemy, że król Salomon był mądrym, światłym władcą i doskonałym dyplomatą. To on według podań wybudował świątynię w Jerozolimie, w której miała być przechowywana Arka Przymierza zawierająca kamienne tablice z boskimi przykazaniami. Z tej wspaniałej niegdyś budowli pozostała do dzisiejszego dnia tylko jedna ściana. Słynna ściana płaczu, przed którą modlą się wyznawcy Judaizmu.

Do króla Salomona około tysięcznego roku przed naszą erą przybyła z wizytą królowa państwa Saba, krainy, która znajdowała się na terenie dzisiejszego Jemenu. Jego stolicą było miasto Marib. Królestwo Saba słynęło z bogactwa złota i drogich kamieni. Znane też było z tego, że dzięki skonstruowaniu sztucznej zapory nawadniano tam ponad osiem tysięcy kilometrów kwadratowych pustyni, zamieniając nieużytki w kwitnące ogrody i pola uprawne. Królowa nie nazywała się Saba jak to się przyjęło w Europie. Nosiła imię Maceba, lub według muzułmańskich podań - Bilqis. Przybyła z odległych stron do Jerozolimy, aby poznać światłego władcę i wybadać jego mądrość. Żydowskie źródła podają, że przybyła na osobiste wezwanie Salomona.

Jak podają etiopskie przekazy, władca przygotował dla niezwykłego gościa prawdziwe królewskie przyjęcie, a ponieważ olśniła go uroda władczyni, wymyślił też pewien podstęp. Podczas uczty kazał podawać potrawy budzące pragnienie. Po zakończeniu przyjęcia nalegał, aby królowa została na noc w jego pałacu. Piękna władczyni zgodziła się pod warunkiem, że król nie będzie od niej niczego żądał. Salomon przystał na to, ale też postawił warunek - Makeba nie weźmie niczego z jego domu. Pakt został zawarty. Królową obudziło w nocy silne pragnienie. Napiła się wody z naczynia, które przewidujący władca kazał postawić przy jej łożu. Na to właśnie czekał Salomon. Oskarżył swego gościa o złamanie przyrzeczenia i automatycznie zwolnił się ze swojego. Tak został poczęty przyszły król Etiopii - Menelik I. Kiedy dorósł okazał się złodziejaszkiem. Wykradł ojcu potajemnie Arkę Przymierza i wywiózł ją do Etiopii. Relikwia przebywa tam do dziś. Jej wyobrażenie, czyli tabot można zobaczyć w każdym niemal kościele w Etiopii. Oryginał jednak jest ukryty przed oczami ciekawskich i nawet niewielu Etiopczyków wie gdzie jest naprawdę przechowywany.

Burzliwe dzieje

W następnych wiekach terytorium Jemenu podlegało licznym najazdom. Państwo Saba podbili Himiaryci - sąsiedzi Sabejczyków, następnie Abisyńczycy a po nich Persowie. W VII wieku n.e. kiedy Półwysep Arabski stał się kolebką Islamu, Jemen bez większego oporu przyjął nową wiarę i podlegał zwierzchnictwu kalifatu arabskiego. W XVI w. kiedy rosła potęga Turków na świecie sułtan Selima I podbił dzisiejszy Jemen i przyłączył do Imperium Osmańskiego. Rządy Turków nie przypadły wyraźnie do gustu miejscowym klanom. Raz po raz wybuchały zbrojne powstania skierowane przeciw okupantom. Od roku 1869, po otwarciu Kanału Sueskiego do gry o Jemen weszli Anglicy. Port Aden stał się ważnym punktem handlowym i strategicznym dla korony brytyjskiej. Tędy przepływają do dziś wszystkie statki w drodze do Indii. Pozostałe prowincje południa, Anglicy podbili zawierając układy o protektoracie z pojedynczymi przywódcami arabskimi - Szejkami a następnie łamali te układy z korzyścią dla siebie, przejmując w ten sposób pod własną kontrolę coraz większe obszary kraju.

Po I Wojnie Światowej, kiedy Turcja przestała się liczyć na arenie międzynarodowej Jemen a właściwie jego południowa część, dostał się pod protektorat brytyjski. Mieszkańcy Jemenu nigdy nie uznali władzy Anglików. Powstania i ataki na okupantów trwały praktycznie do lat 60tych XX w. Jemeńczycy rozpaczliwie szukali pomocy. W końcu nie widząc innego wyjścia zwrócili się o nią do ZSSR. Nie dało to jednak żadnych rezultatów. Jednocześnie w samym kraju trwała walka o władzę. Panowały zamęt i anarchia. Sytuację próbował opanować konserwatywny władca Jahji ibn Mahammad. Rządząc twardą ręką i widząc zagrożenie z każdej strony odizolował kraj od reszty świata. Został jednak zamordowany w 1948 r. Jego syn próbował otworzyć kraj, ale spotkał się z ostrą krytyką fundamentalistów islamskich. Wreszcie w 1962 r. nastąpił przewrót wojskowy i obalono monarchię. Proklamowana została Jemeńska Republika Arabska. Jednak wewnętrzne spory i konflikty nie zgasły. W 1967 r. zostało utworzone równolegle drugie państwo: Ludowo-demokratyczna Republika Jemenu. Sytuacja taka trwała do roku 1990 kiedy wreszcie oba kraje zjednoczyły się. Nie na długo jednak. Już wiosną 1994 r. wybuchły ostre walki między wojskami Północy i Południa. Zakończyły się szybko zdobyciem portu Aden przez część północną.

Ciągłe zagrożenie

Ustawiczne walki z okupantami oraz potyczki klanów między sobą doprowadziły do sytuacji gdzie nikt nie zna dnia ani godziny nadejścia zagrożenia. Coś takiego jak pozwolenie na broń jest tam praktycznie nieznane. Broń po prostu trzeba mieć. Posiada ją każdy mężczyzna od 12 roku życia. Ale broń w Jemenie służy nie tylko do obrony. Jest też wyznacznikiem statusu społecznego i zamożności. Pełni podobną funkcję jak u nas biżuteria czy drogi samochód. Broń lekką nosi się przy sobie. Lekką, czyli kałasznikowy i pistolety. Natomiast ciężkie karabiny maszynowe, moździerze i ręczne wyrzutnie rakiet trzyma się w domu.Należy chwalić się takim sprzętem rodzinie i znajomym. Im nowszy sprzęt tym większym poważaniem cieszy się jego właściciel. Nowoczesna broń może być także poręczeniem majątkowym. Wypożyczając np. od sąsiada na chwilę samochód jako gwarancję jego zwrotu przynosi się w zastaw jakieś strzelające cacko o podobnej lub większej od pojazdu wartości.

Być kobietą w Jemenie

Sytuacja kobiet w tym kraju delikatnie ujmując nie jest łatwa. Fundamentaliści islamscy dbają o to, aby ich towarzyszki życia przestrzegały dokładnie zaleceń Koranu. Dokonują nawet pewnego nadużycia. Powołują się na zalecenia Mahometa, który wymaga, aby strój kobiety był skromny i ...zakrywają swoje damy w całości. Tak, aby nikt obcy nie mógł dziewczyny nawet zobaczyć. Tłumaczą takie postępowanie zapewnieniem bezpieczeństwa.

W praktyce wygląda to tak, że kobieta jemeńska jest zmuszona poza swoim domem nosić długą czarną szatę od szyi aż do ziemi. Na głowie musi mieć specjalne nakrycie zwane "abaja", które zakrywa dokładnie włosy i całą twarz. W zasadzie pozostaje tylko wąska szczelina na oczy. Ekstremalni fundamentaliści każą swoim żonom i córkom na tej jedynej odkrytej powierzchni nosić dodatkowo rodzaj kratki z przędzy, która zasłania nawet oczy. Kobieta w Jemenie ma prawo: być w domu, sprzątać, gotować, prać, zajmować się dziećmi. Czasem może wybrać się do meczetu lub po zakupy w towarzystwie męża ewentualnie z asystą kuzynek. I to by było na, tyle jeżeli chodzi o życie codzienne.

Jednak po zjednoczeniu obu państw jemeńskich w 1990 r. kobiety po raz pierwszy w historii tego kraju uzyskały prawo wyborcze. W 1993 dwie panie zostały wybrane do parlamentu, również po raz pierwszy w historii. Ale w tych wyborach z nowego prawa skorzystało niecałe 18% uprawnionych. Jednak już wkrótce płeć piękna, choć szczelnie zakryta poczuła swoją siłę wyborczą i w roku 1997 w wyborach wzięło udział już 55% kobiet. Sytuacja polityczna w Jemenie zaskakująco się zmieniła. Mężczyźni w poszukiwaniu lepszych zarobków wyjechali za granicę. Głównie do Arabii Saudyjskiej. To spowodowało w konsekwencji przewagę ilościową kobiet, co przekłada się na głosy wyborcze. Panie świadome swojej siły politycznej głosują na te partie polityczne, które obiecują im dać więcej praw. Fundamentaliści zgrzytają zębami. Ciekawostką jest to, że często partie obiecujące zwiększenie praw kobiet wcale nie wystawiają pań na swoich listach wyborczych. Obecnie w parlamencie zasiada tylko jedna kobieta.

Turystyka i ...kidnaping

Po zjednoczeniu północy i południa w 1990 r. w Jemenie postawiono na rozwój turystyki. Do dziś niedoścignionym wzorem dla tego kraju jest Egipt. Jemeńczycy z podziwem i zazdrością patrzą jak u północnego sąsiada rosną hotele i powstają coraz to nowe ośrodki turystyczne. Widzą też, że turystyka przynosi pieniądze i to całkiem spore.

Nie posiadając praktycznie żadnej infrastruktury Jemen zaczął zapraszać do siebie turystów z całego świata. I turyści przyjechali. Kraj, który przez setki lat był zamknięty nagle się otworzył. Dla poszukiwaczy przygód była to niesamowita gratka. To, że warunki były okropne nie odstraszało śmiałków. Globtroterzy wszelkiej narodowości rozjechali się we wszystkie strony Jemenu. Lecz nagle stało się coś, czego nikt nie przewidział. Poszczególne uzbrojone klany wpadły na pomysł nowego lukratywnego biznesu. Tym interesem stało się porywanie turystów dla okupu. Były to jednak porwania bardzo sympatyczne. Porwanie nieuzbrojonego, pojedynczego turysty czy małej grupki trampingowców to żaden wysiłek dla zaprawionych w walkach Jemeńczyków. Do wybranej ofiary podchodziła grupa uzbrojonych po zęby krajowców, którzy informowali grzecznie, ale stanowczo o porwaniu. Następnie przewożono delikwentów gdzieś do odległej wioski w górach gdzie byli przetrzymywani. Jeńców traktowano po królewsku. Mogli się poruszać w obrębie całej wsi, dobrze ich karmiono. Było wręcz sielankowo. W tym czasie negocjatorzy poprzez rząd w Sanie występowali o okup do ambasady danego kraju. Okupy nie były wysokie, bo nie o zrobienie majątku chodziło porywaczom. Głownie potrzebowali pieniędzy na jakiś projekt dla wspólnoty. Był to na ogół nowy budynek szkoły, studnia albo ośrodek zdrowia. Żądali okupów w wysokości 10 - 20 tyś dolarów USA. Przy takich kwotach nie opłacało się uruchamiać oficjalnych procedur. Rządy państw zachodnich po prostu płaciły i po 2 do 6 tygodni porwany delikwent był z powrotem w domu. Wszyscy byli zadowoleni. Ale na tym nie koniec. Porwanie danego obywatela jak się okazało wkrótce pociągnęło za sobą pewne skutki społeczne w krajach ofiar. Wiadomość o porwaniu dostawała się szybko do mediów. Stacje telewizyjne i prasa prześcigały się w doniesieniach na temat porwania i prowadzonych negocjacjach.

Po powrocie kamery czekały na lotnisku, dziennikarze tłoczyli się w kolejce po wywiad. Porwany stawał się sławny. Wiele osób zaczęło wyjeżdżać do Jemenu tylko po to, aby dać się porwać. Wręcz szukali okazji. Porywacze chętnie porywali, rządy płaciły i zabawa trwała w najlepsze. ,,Porywczy,, biznes zaczął się tak dobrze kręcić, że porywano już nie tylko obywateli państw zachodnich. Dbano jedynie by porwany był biały. Mało kto pewnie wie, że w największym natężeniu mody na porwania, uprowadzony w Jemenie został nawet ambasador naszego kraju. Statystycznie w latach 1990 - 1998 dokonano w Jemenie ponad stu porwań cudzoziemców. Sielanka skończyła się w 1998 r. Czterech porwanych turystów zostało zastrzelonych. Jemeńczycy odcinają się od tego brutalnego aktu. Podobno porywaczami nie byli miejscowi, lecz Arabowie z brytyjskimi paszportami. Była to jak się dziś twierdzi brytyjska komórka Dżihadu. Niepotrzebna śmierć turystów zmieniła na zawsze reguły gry. Pod naciskiem Unii Europejskiej i USA zaostrzono sankcje prawne. Od 1998 r. za porwanie grozi kara śmierci. Turyści udający się w zagrożone obszary są eskortowani przez wojsko. Porwania nie skończyły się jednak, lecz uległy modyfikacji.

Nie porywa się też już kogokolwiek. Zagrożeni są zagraniczni biznesmeni. Praktycznie osoba prowadząca interesy w Jemenie nie może poruszać się po mieście bez ochrony. Oczywiście przy zwiększonym ryzyku wzrosły też żądane przez porywaczy kwoty.

Czy po tych wszystkich informacjach mogę polecić zainteresowanym Jemen jako cel podróży? Według mojej osobistej opinii jest to ciekawy wyjazd, ale nie dla każdego. Poszukiwacze przygód i niestandardowych wakacji będą zachwyceni. Tysiącletnie miasta zbudowane z kamienia są zachowane w niemal nienaruszonym stanie. W mieście Shibam można podziwiać ośmiopiętrowe wieżowce. Jedynym materiałem, z którego zostały wykonane jest...glina. Ich wiek szacuje się na 400 - 500 lat. W wielu miejscach spotyka się meczety wybudowane jeszcze za życia Mahometa. Jemeńczycy nawet, na co dzień chodzą ubrani w stroje narodowe. Są ciekawi przybyszów z dalekiego świata, dzięki czemu łatwo nawiązuje się kontakty. Wszystko w Jemenie jest inne niż w jakimkolwiek kraju arabskim. Począwszy od architektury a skończywszy na kuchni. Zaryzykuję twierdzenie, że wyjazd do Jemenu to podróż w czasie. Popuszczając troszkę wodze wyobraźni można się tam poczuć jak w czasach biblijnych. I może to właśnie nadaje tej podróży niepowtarzalny smak.

Artur Kołpak

2009 © Copyright by 5 Stars Club. All rights reserved.   |homepage|kontakt|polityka prywatności|mapa serwisu
nasza oferta: wyjazdy biznesowe | wyjazdy dla firm | incentive | konferencje i szkolenia