Al.Niepodległości 69
Podróżować lubi każdy...
lecz rzadko kiedy spotykamy kogoś, kto postawił stopę na wszystkich kontynentach. Istnieje tyle magicznych destynacji, że na podróż marzeń nie sposób wybrać tylko jedną z nich. Zanim więc podejmiemy decyzję słuchamy głosu serca lub portfela i wybieramy się w podróż palcem po mapie.
Kiedy w roku 1418 portugalscy odkrywcy przypadkowo odkryli na Atlantyku wyspę, którą nazwali Madera prawdopodobnie wiedzieli dokąd płyną i czego szukają. Wyspa znana była dużo wcześniej. Już w starożytności odkryli ją Fenicjanie. Posługując się zapewne którymś z kolei pokoleniem przerysowanych map zaufani ludzie króla Portugalii Henryka Żeglarza szukali potwierdzenia własnych domysłów i krążących legend.
Faktem jest, że rok później odbyła się oficjalna wyprawa pod patronatem króla w wyniku, której Joao Goncalves Zarco i Tristao Vaz Texteira wraz z załogami odkryli archipelag wysp na Atlantyku. Największa z nich to Madera a druga, co do wielkości to Porto Santo. W kilkanaście lat później na Porto Santo zamieszka Krzysztof Kolumb z rodziną. Też nie przypadkowo. Ożenił się, bowiem z córką jednego z odkrywców archipelagu.
Samotny Archipelag
Około 20 milionów lat temu uaktywnił się podwodny wulkan. W wyniku jego erupcji w ciągu 4 milionów lat powstał archipelag wysp. Największa z nich - Madera jest właściwie czubkiem gigantycznej podwodnej góry. Jej najwyższe szczyty liczone od powierzchni oceanu sięgają ponad 1800m.n.p.m. Na Pico Ruivo (1861m) I Pico Areeiro (1818m) zimą można spotkać śnieg. Ale poniżej linii wodnej znajduje się jeszcze 4 000 metrów wzniesienia.
Wyspy oddalone są od Lizbony o ponad tysiąc kilometrów. Najbliżej jest do Maroko, niecałe 600 km. Taka odległość od lądu stałego miała wpływ na charakter wyspy. Zarówno rośliny jak i mieszkańcy są tu zupełnie inni niż na kontynencie. Żyzna wulkaniczna gleba oraz łagodny klimat a także dostatek słodkiej wody sprawiają, że wszystkie rośliny rosną tu jakby w rozmiarze XXL. Ludzie natomiast wydają się być twardsi i bardziej odporni na przeciwności niż gdzie indziej. Życie na wyspie nie zawsze było dla wyspiarzy sielanką.
Oswajanie Wyspy
Kiedy pierwsi portugalscy żeglarze chcieli wylądować na wyspie okazało się to zadaniem wcale nie najłatwiejszym. Strome skaliste wybrzeże pozbawione naturalnych portów, wysokie oceaniczne fale. Wszystko to nie zachęcało do zejścia na ląd. Sama zaś wyspa porośnięta była gęstym splątanym lasem. Od tego lasu wywodzi się nazwa wyspy. Ilha de Madeira "Wyspa Drewna".
Kiedy na wyspę przybyli pierwsi osadnicy musieli rozpocząć swą przygodę od...wybudowania sobie pól pod uprawę. Całe pokolenia Portugalczyków, niewolników z Afryki oraz Indian budowały na stromych zboczach tarasowe poletka zwane poios. Jednocześnie musieli budować system nawadniający. Madera ukształtowana jest, bowiem w ten sposób przez naturę, że woda znajduje się na północy wyspy, podczas gdy urodzajne ziemie na południu. W wyniku pracy wielu generacji powstał rodzaj wąskich kanałów nawadniających llevadas. Obecnie ich sieć oplata całą wyspę i łącznie liczy około 2500 kilometrów.
Właściwie każde gospodarstwo na wyspie zasilane jest przez te sztuczne kanały. Wodę kupuje się tu jednak nie na litry, ale na minuty. Konserwacją kanałów, tam i przepustów oraz dostarczaniem wody zajmują się wyspecjalizowani pracownicy levadeiros. Zgłaszając zamówienie na wodę podaje się nazwę i adres gospodarstwa oraz czas, jaki woda ma płynąć. Kiedy wszystko jest już przygotowane. Pracownik, czyli levadeiro oddzwania i zawiadamia, że woda dotrze do adresata za np. 20 minut i będzie płynęła przez 1 godzinę. W ten sposób gospodarstwa napełniają własne zbiorniki. Dzięki temu skomplikowanemu ale niezwykle skutecznemu systemowi wyspa stała się kwitnącym ogrodem na Oceanie Atlantyckim.
Cukier i Wino
Po ujarzmieniu wyspy rozpoczął się okres prosperity. W XV wieku Portugalczycy sprowadzili na Maderę trzcinę cukrową. Ponieważ przyjęła się doskonale Portugalia stała się jedynym producentem cukru w Europie. Monopol ten trwał aż do odkrycia Brazylii i założenia tam ogromnych plantacji. Drugą gałęzią dochodu wyspiarzy miało zostać wino. Tak się też stało. Do dzisiejszego dnia słynne wina z Madery goszczą na europejskich stołach. Jednak początki winiarstwa nie były łatwe.
W XVI wieku Maderczycy wysyłali swoje jeszcze mało znane wina do kolonii, nad którymi panowała Portugalia. Jeden ze statków wypłynął z ładunkiem do Indii. Wina jednak nie udało się sprzedać i po wielu miesiącach beczki z winem powróciły na wyspę. Zmartwiony handlowiec postanowił otworzyć jedną z beczek, aby sprawdzić czy po długiej podróży w tropikach wino nadaje się choćby na ocet. Jakież musiało być jego zdziwienie, kiedy okazało się, że trunek w czasie podróży nabrał niespotykanego smaku i aromatu. Nazwano je "winem podróżników" i sprzedawano za ciężkie pieniądze na najbardziej wybredne stoły Europy. Było to podobno jedno z ulubionych win Napoleona Bonaparte. Produkuje się je do dziś. Z tą różnicą, że obecnie trunek "podróżuje" nie opuszczając magazynów. Po prostu podczas dojrzewania podnosi się temperaturę otoczenia do 40 a nawet 60 stopni Celsjusza.
Koperek, czyli stolica
Stolicą i zarazem największą metropolią wyspy jest 120 tysięczne miasto Funchal. Nazwa ta znaczy tyle, co koper włoski. Warzywo to uprawiano w przeszłości i nadal uprawia się w dużych ilościach na polach wokół stolicy. Wśród wielu zabytków miasta uwagę przyciąga piętnastowieczna katedra Largo da Se. Jak na tak małą wyspę rozmiary katedry i jej wykończenie są imponujące. Łatwo to jednak wytłumaczyć. Po odkryciu Ameryki a szczególnie Brazylii każdy statek płynący przez Atlantyk do Lizbony lub wypływający w rejs do Nowego Świata zawijał na Maderę.
Progi katedry przekraczali ludzie niezwykli. Byli wśród nich Krzysztof Kolumb, Vasco da Gamma, Ferdynand Magellan, a także Papież Jan Paweł II. Wizytówką i dumą stolicy są również ogrody botaniczne. Doskonała wulkaniczna gleba, słońce i dostatek wody oraz łagodny klimat (temperatura na wyspie nawet zimą nie spada poniżej 16 stopni Celsjusza) powodują, że wszystko rośnie jak na przysłowiowych drożdżach. Zjawisko to wykorzystali Maderczycy sprowadzając na wyspę rośliny z całego świata. Koniecznie należy odwiedzić ogród botaniczny na wzgórzu Monte Palace. Można tam dojechać z centrum taksówką, wejść pieszo stromymi uliczkami miasta lub wjechać kolejką linową. Polecam ten ostatni sposób. Wagoniki są oszklone, dzięki czemu w ciągu kilkunastominutowej jazdy można podziwiać zmieniającą się panoramę miasta i widok na ocean.
Polacy bywali tu już dawno temu
Madera jest wyspą od Polski daleką i w naszym kraju raczej kojarzoną mgliście. Nie przeszkodziło to jednak, aby dotarli na ten odległy ląd nasi rodacy w czasach dość odległych. Prawdopodobnie pierwszym Polakiem, który dotarł na wyspę był polski król Władysław III Warneńczyk. Istnieje legenda w myśl, której waleczny król nie zginął w bitwie z Turkami pod Warną w 1444r lecz dostał się do tureckiej niewoli. Udało mu się zbiec a następnie zawiłe losy zaprowadziły go na Maderę gdzie był podobno gościem portugalskiego króla.
Innym znanym Polakiem, który tu zawitał był Józef Piłsudski. Marszałek przybył na Maderę zimą 1930r. aby w łagodnym klimacie podreperować zdrowie nadwątlone w walkach o niepodległość Polski. Spędził na wyspie trzy miesiące w towarzystwie osobistego lekarza dr Marcina Woyczyńskiego. Polskie gazety z tamtego okresu przemilczały taktownie fakt, że pobyt umilała mu również młodziutka lekarka Eugenia Lewicka. Podobno największa miłość życia marszałka.
W 1991r Maderę odwiedził Papież Jan Paweł II. Była to pierwsza wizyta papieża na wyspie w jej historii. Mieszkańcy, aby uczcić to doniosłe wydarzenie wystawili papieżowi pomnik tuż obok wejścia do historycznej katedry.
Obecnie w Funchal mieszka na stałe polska arystokratka, pani Jolanta Lubomirska. Udało mi się z nią spotkać i porozmawiać. Byłem ciekawy, jakie losy zagnały ją na tę odległą wyspę. Przygoda Lubomirskich z Maderą wyglądała następująco. Na początku lat 30tych XX wieku przybyli tu rodzice pani Jolanty. Ponieważ wyspa podbiła ich serca kupili domek z działką blisko morza, aby bywać na Maderze częściej. Historia potoczyła się jednak w taki sposób, że nigdy więcej już na wyspę nie zawitali. Po roku 1945 arystokracja w Polsce nie miała łatwego życia. Pani Jolanta zmęczona szykanami ludowej władzy postanowiła opuścić kraj kiedy tylko było to możliwe. Wyjechała z Polski na Maderę na początku lat 60tych i zamieszkała w letnim domku rodziców. Tutaj też urodziły się jej dzieci.
Kulinaria, kulinaria
Ze względu na położenie geograficzne na stołach wyspiarzy prym wiodą owoce morza i ryby. Krewetki, kraby, ośmiornice, małże, ślimaki morskie są tu tanie, świeże i ogólnie dostępne. Dla mnie przebojem miejscowej kuchni jest espada (pol. Pałasz) ryba głębinowa przypominająca kształtem węgorza. Łowi się ją na specjalne sznury z hakami, które trzeba opuścić na głębokość bagatelka - tysiąc metrów. Doskonałe, białe i delikatne mięso tej drapieżnej ryby podaje się na wiele sposobów. Maderczycy preferują duszoną razem z bananami i marcują.
Innym miejscowym specjałem jest szaszłyk na patyku. Nie jest to jednak zwykły patyk. Musi być wystrugany ze świeżego drzewa laurowego. Mięso nadziane na taki szpikulec przejmuje od drewna specyficzny aromat.
Będąc na Maderze nie wolno przejść obojętnie obok hali targowej w Funchal. Dopiero tam można dostrzec jak hojnie natura obdarzyła ten zagubiony na oceanie ląd. Spotkamy tu kwiaty, warzywa i owoce z wielu zakątków globu. Od bananów, winogron i awokado zaczynając aż na owocach rododendrona i maracui kończąc. Sprzedawcy głośno zachwalają swoje towary proponując na miejscu degustacje egzotycznych owoców.
Na saniach bez śniegu
Wprawdzie rzucanie się śnieżkami lub ulepienie bałwana na tej wyspie wiecznej wiosny jest raczej trudne z powodu niedoborów śniegu, ale zjazd na sankach jest możliwy cały rok, a jakże! Warto w tym celu wdrapać się do górnej części miasta. Na wysokość około 500m n.p.m. Znajduje się kościół Nossa Senhora do Monte. Przechowuje się w nim figurkę Madonny z Monte, która jest patronką wyspy. Nieopodal kościoła natkniemy się na oryginalny widok.
Na szczycie wzgórza, bezpośrednio na jezdni oczekuje kilkanaście par sań wykonanych z drewna i wikliny. Do zjazdu w saniach ulicami miasta zachęcają mężczyźni ubrani jak weneccy gondolierzy. Białe uniformy i słomkowe kapelusze do złudzenia przypominają Wenecję. Odróżniają ich buty. Mocne, ciężkie, dodatkowo podbite kawałkiem opony samochodowej. Muszą być takie, aby spełniały swą rolę hamulców podczas karkołomnej jazdy. Płozy sań smarowane są olejem dla lepszego poślizgu i jazda w dół. Zjazd 4 kilometrową krętą trasą trwa niecały kwadrans.
Sanie nie są wynalazkiem nowym. W połowie XIX wieku na wzgórzu nad miastem ulokowali się zamożni mieszkańcy. Mieli tam piękny widok i niższą temperaturę latem. Związani byli głównie z biznesem. Biznesmeni zarówno w tamtych czasach jak i dziś ciągle się śpieszą. Saniami zaprzężonymi w woły wciągano wtedy na górę zaopatrzenie. Pewien Anglik nie mogąc doczekać się na powóz kazał zwieźć się na dół do centrum w saniach. Pomysł na tamte czasy niezwykle ekscentryczny przyjął się i tak pozostało do dzisiaj. Tyle, że dziś saniami jeżdżą jedynie turyści.
Czy warto odwiedzić Maderę?
Jeżeli wypoczywały tu takie osobistości jak marszałek Piłsudski, Winston Churchil, księżna Sisi, Karol I - ostatni cesarz Austro-Węgier, habsburscy książęta i wiele innych znanych osób to coś musi na tę odległą wyspę przyciągać.
Ale najlepiej nie wierzyć nikomu tylko przybyć samemu i sprawdzić.
Czego wszystkim czytelnikom serdecznie życzę.
Artur Kołpak